Zamień ten tekst na URL Webhooka

Nazwa kursuNazwa lekcji
Kontynnuj oglądanie

ODCINEK #003 | 01 MARCA 2022

O pracy w Tinderze
i byciu generalist(k)ą

Naszą gościnią jest Ania Szostek, która przeszła drogę zawodową od Procter & Gamble, przez Google aż do Tindera. Aktualnie pełni obowiązki Product Directorki, gdzie m.in. zajmuje się tematem bezpieczeństwa i inkluzywności w sieci.

Ania definiuje siebie jako generalistkę, która przeszła od pracy w obszarze Project Managementu aż do pracy stricte produktowej.
Obecnie mieszka w Zurychu, skąd pracuje zdalnie.

Product Director Ania Szostek w podcaście Design Practice opowie nam o drodze zawodowej jaką przeszła przez światowe korporacje takie jak Procter & Gamble, przez Google, aż do Tindera.

Książki, miejsca, osoby i firmy wspomniane w tym odcinku:

Transkrypcja

Aga:
Bardzo cieszymy się, że jesteś dzisiaj naszą Gościnią w trzecim odcinku podcastu Design Practice. Chcemy dzisiaj porozmawiać z Tobą o Twojej pracy jako Product Managerce w popularnej na całym świecie aplikacji randkowej, jaką jest Tinder. Ale zanim zaczniemy pytać o konkrety, to mamy takie pytanie na rozgrzewkę. Jesteśmy mega ciekawe, jaką książkę teraz czytasz?

Ania:
Czytam "Think Again" Adama Granta. Przewijało mi się jakoś ta książka od ostatnich paru miesięcy, jak nie od roku, aż w końcu stwierdziłam, że czas ją zacząć i ona mi daje dużo do myślenia i daje, tak jakby, dużo takiej refleksji na temat tego, że chyba każdy taki Executive, w każdej firmie, powinien to przeczytać. Osoba, która nas zmusza do jakiś deadline'ów, do tego, żeby coś dostarczyć, bo to pokazuje, że tak naprawdę wszyscy powinniśmy być takimi researcher'ami. Więc to jest naprawdę fajna książka. Polecam. Jeszcze jej nie skończyłam, ale jest super.

Rola Trust and Safety w Tinderze

Paulina:
Aniu, no dobrze, to powiedz nam, czym zajmujesz się w Tinderze? Opowiedz o swojej roli.

Ania:
Okej, no dobra, to od czego by tu zacząć? Bo tak naprawdę moja rola ostatnio się trochę zmieniła, więc jestem dyrektorem produktu w Tinderze. I tak naprawdę, oryginalnie, miałam być dyrektorem produktu na Europę, tylko i wyłącznie, personalizować tą aplikację na nasze europejskie rynki. Ale teraz mam drugą rolę, którą jest Trust&Safety. Nie wiem, czy wiecie, co to jest. To jest taki właśnie dział, który tak naprawdę jest obecny w każdej techowej firmie i zajmuje się tym bezpieczeństwem w sieci. I ja mam właśnie czteroosobowy team Product Managerów, gdzie pracujemy, tak naprawdę tworzymy nowe produkty wewnątrz Tindera, które mają za zadanie edukować naszych użytkowników apropos bezpieczeństwa z takich może produktów przykładów: ostatnio wypuściliśmy dość znany flow raportowania użytkownika. Mashable i TechCrunch rozpisywały się na ten temat. Tak naprawdę może z produktów, które też znacie, jest to selfie, czyli weryfikacja użytkownika. To są te rzeczy, które tak naprawdę pozwalają innym czuć się bezpiecznie i wiedzieć, że osoba, z którą rozmawiasz jest autentyczna. Oprócz tego jeszcze pracuję nad takim Product Market Fitem, bo to, tak naprawdę, każdy, każdy rynek jest inny i każdy rynek ma inne potrzeby i na każdym rynku ten Tinder jest widziany w inny sposób. W ogóle takie randkowanie online, w samej kulturze, na części rynków jest akceptowane, na części rynków jest nieakceptowane i w związku z tym tam też musimy tworzyć inne rozwiązania. Wręcz, tak naprawdę, stawiasz to bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Nie zabawę, nie poznawanie nowych ludzi, ale właśnie to bezpieczeństwo. Na przykład, takim przykładem są rynki azjatyckie. Więc tak naprawdę mam takie dwie role w pewien sposób.

Paulina:
A czy mogłabyś powiedzieć trochę więcej o tym, jak musicie zwracać na to uwagę właśnie na rynkach azjatyckich? Z czym się mierzycie w kontekście bezpieczeństwa?

Ania:
Jak najbardziej. Więc w ogóle na całym świecie Tinder jest tak naprawdę obrazem całego społeczeństwa. To jest tak duża aplikacja, która rosła organicznie, tak szybko, że produkt trochę nie nadążał za tym sukcesem, powiedziałabym. No i na całym świecie mierzymy się oczywiście z botami. Czyli z ludźmi, tak naprawdę, z tysiącem tych sztucznych kont, za którymi nie stoi żadna osoba. Jeśli chodzi o rynki azjatyckie, np. tam mierzymy się z taką percepcją, bo z jednej strony to bezpieczeństwo, to poczucie bezpieczeństwa jest tam trochę niższe, niż w innych regionach świata, jeśli chodzi o właśnie takie randkowanie online czy poznawanie ludzi online. Z drugiej strony jest takie tabu i taka stygma jest jest za tym, więc ludzie np. nie chcą postować zdjęć swojej twarzy, tylko np. jakieś zdjęcie tylko i wyłącznie Twojego profilu albo jakiś tam Twoich pleców, prawda? A to jest takie błędne koło, prawda? Więc są takie rzeczy bardzo mocno zakorzenione w kulturze, które są naszym głównym problemem.

Paulina:
I w tym kontekście jak właśnie Twoja rola, co dokładnie robisz, żeby jakoś odpowiedzieć na ten problem? To znaczy jak organizujesz swoją pracę wokół tego.

Ania:
No więc, przede wszystkim, research i takie zrozumienie naszego użytkownika. Więc, tak naprawdę, nie zaczynamy, żaden projekt nie jest zaczęty bez researchu. Naprawdę, inwestujemy w to bardzo dużo czasu, dużo energii i w ten jakościowy, gdzieś tak naprawdę poznajemy percepcję, co jest problemem, do głębi emocji trzeba dojść tak naprawdę. To jest bardzo specyficzny produkt i bardzo specyficzny problem, gdzie trzeba zrozumieć motywacje użytkownika i być może jakieś traumy użytkownika. I to są często bardzo trudne problemy, ale właśnie ten research nam w tym pomaga, oprócz tego całego analizowania danych z A/B testingu. Robimy różne testy na różnych rynkach, gdzie tak naprawdę próbujemy, gdzie, tak naprawdę, przedstawiamy jakieś rozwiązania i sprawdzamy, czy one się przyjmują na danym rynku w danym problemie. No właśnie, tak naprawdę research, jeszcze raz research, jeszcze raz research, to jest to, od tego się wszystko zaczyna.

Aga:
A jestem też bardzo ciekawa, apropos, powiedziałaś o tej specyfice rynków azjatyckich, ale czy gdzieś tam w tej Twojej pracy, czy w rozmowach z innymi osobami, które pracują w Tinderze, przebija się Polska? Czy są jakieś cechy charakterystyczne dla naszego rynku? A może jesteśmy wrzuceni w taki większy worek krajów w Europie Środkowo-Wschodniej? Czy są jakieś takie ciekawostki związane z Polską i Tinderem?

Ania:
Taką ciekawostką związaną z Polską jest to, że jest bardzo dobry rynek, że tam się naprawdę Tinderowi wiedzie dobrze. To nie jest jeszcze ten taki rynek, który się zalicza do rynków dojrzałych, gdzie już jest taka totalna penetracja tego rynku. Wydaje mi się, że w Polsce ten Tinder jest cały czas taką nowością i czymś takim fajnym, czymś fajnym, nowym, czymś sexi. Natomiast na rynkach, na których Tinder zaczynał i na których też konkurencja weszła dużo szybciej, tam mierzymy się z tym, żeby pokazać taką świeżą wersję Tindera, taką, że wiadomo, to jest aplikacja, która, tak naprawdę, ma swoją sezonowość i w ogóle, wszystkie aplikacje datingowe mają swoją sezonowość i im nowsza ta aplikacja, tym bardziej sexi ona jest,  więc na tych dojrzałych rynkach musimy cały czas, tak naprawdę, wprowadzać coś nowego. Natomiast rynek polski nie jest jeszcze do końca spenetrowany, jest cały czas jeszcze takim ciekawym rynkiem, gdzie ta liczba użytkowników ciągle rośnie. Jest bardzo pozytywny odzew. Ostatnio testowałam, w tym tygodniu, właśnie muszę to zrobić, przeanalizować dane na rynek polski, jak przyjmie się weryfikacja użytkownika pod tym względem, że na przykład rozmawiasz z kimś, zaczynasz z inną osobą rozmowę i wtedy możesz poprosić tę osobę, żeby zweryfikowała się, żeby zrobiła sobie selfie i właśnie, muszę sprawdzić w tym tygodniu dokładnie dane, jak to wyszło, bo testowaliśmy to na rynku polskim i dosłownie dwóch innych rynkach, więc zobaczymy jak to będzie.

Paulina:
A czy to jest weryfikacja poza tą weryfikacją, która jest gdzieś tam przypisana przy imieniu, jeszcze jakby dodatkowa, tak?

Ania:
Tak.

Paulina:
Wow, to ciekawe.

Ania:
Dokładnie, bo jest jedna weryfikacja w sign upie i później, oczywiście, można do niej wrócić, bo ona nie jest obowiązkowa. A to jest taka dodatkowa weryfikacja, że w momencie, kiedy ten user journey podzieliliśmy sobie, właśnie weryfikacja jest potrzebna, tak naprawdę kiedy już z kimś rozmawiasz, kogoś poznajesz i ewentualnie możesz się z tą osobą spotkać na żywo, więc widzimy, że to jest jednak dobry, dobry test i zobaczymy jak to wyjdzie. Dokładnie w tym tygodniu będę analizować.

Paulina:
To bardzo ciekawe jest. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Może nam powiesz, jeśli będziesz mogła oczywiście.

Aga:
Ja mam jeszcze pytanie, apropos tego, bo powiedziałaś, że musisz przeanalizować dane i skąd te dane bierzesz? Czy to są jakieś raporty, które gdzieś tam zamawiacie u innych firm, czy to jest Twój taki desk research? Czy współpracujesz z innymi researcher'ami w tej kwestii? Jak zbieracie te dane?

Ania:
Jeśli chodzi o ten dokładnie projekt, to to jest taki typowy A/B testing, gdzie po prostu mamy jakieś różne warianty na różnych rynkach, procent osób dostaje ten wariant, inny procent nie dostaje, patrzymy jak to się przyjmuje na tych konkretnych rynkach. I tutaj akurat te dane mamy wewnątrz, z Tindera, od naszego zespołu analityków. Jeśli chodzi o taki research, to mamy, to tak naprawdę, mamy i wewnętrzny research, ten taki jakościowy, ale też od czasu do czasu, oczywiście, że outsource'ujemy te rzeczy, np. robimy tzw. social listening. Jakaś zewnętrzna agencja sprawdza, w jaki sposób postrzegany jest Tinder na Twitterze, w jaki sposób postrzegany jest Tinder na Instagramie, więc to jest tak naprawdę takie portfolio rozwiązań. W zależności od problemu mamy też, naprawdę takie panele z osobami, które są zaliczają się do tej tzw. generacji Z, z którymi rozmawiamy od czasu do czasu, więc to jest, po prostu, takie portfolio.

Paulina:
Wspominałaś, Ania, jeszcze o tej sezonowości aplikacji randkowych. I właśnie chciałam Cię zapytać dokładnie jak ta sezonowość wygląda? Czy ona jest związana z tym, że np. u danego użytkownika gdzieś tam się wysyca ta aplikacja i później jakoś znika? Czy chodzi o inny rodzaj sezonowości?

Ania:
Jest tych sezonowości kilka, powiedziałabym. Jedna jest taka, że właśnie dana aplikacja datingowa ma taki swój life cycle. Przepraszam, ja czasami będę używać angielskich słów, bo ja nie pracowałam praktycznie nigdy w Polsce, więc ciężko mi znaleźć polski odpowiednik. I tak jak powiedziałam wcześniej, że im nowsza jest aplikacja, tym też tak naprawdę jest bardziej ciekawa dla użytkowników. Więc to jest jedna część, więc cały czas naprawdę trzeba ją udoskonalać, wprowadzać nowe rozwiązania i jakieś takie ciekawostki w niej. Druga sezonowość jest związana oczywiście z tym, jak się ludzie zachowują w ciągu roku, z tym, że na przykład w okresie świąt niekoniecznie będą bardzo aktywni na Tinderze, ale na przykład już w nowym roku będą bardzo aktywni, albo w okolicach Sylwestra, więc jest to taka druga sezonowość. To chyba będą te najważniejsze, powiedziałabym. A jeśli chodzi, a jeszcze jest trzecia, trzecia jest taka, że tak naprawdę to jest trudny temat. Ciężko jest ocenić, czy ktoś rezygnuje z Tindera dlatego, bo kogoś poznał i odinstalowuje tę aplikację, czy na przykład rezygnuje dlatego, że po prostu aplikacja mu się nie podobała, że nie spełniła oczekiwań. I tutaj widzimy taką sezonowość, że na przykład ktoś odinstalowuje aplikację, ale później z tego samego adresu e-mail powraca ten sam użytkownik, kilka miesięcy później, prawda. Więc to jest też taka trzecia sezonowość, powiedzmy.

Paulina:
Tak, tak, faktycznie, ja sama widzę gdzieś tam po swoich znajomych czy po sobie też dokładnie te sezonowości. I sama czasami wracam, po iluś tam miesiącach przerwy i z różnych właśnie powodów, więc to jest w ogóle bardzo ciekawe. Nie wiem, czy chcecie jakoś dotrzeć do tego, do tych informacji, czy to nie jest aż tak istotne?

Ania:
Oczywiście, że chcemy i staramy się je analizować. I rozmawiając z ludźmi i sprawdzając dane, czy ktoś instalował tuż po zalogowaniu się, założeniu konta. No, bo jeśli ktoś odinstalował tuż po założeniu konta, to jest ewidentnie, że coś się nie podobało. Próbujemy analizować co na jakim kroku mogło się nie spodobać i też ten końcowy moment tego user journey, gdzie tak naprawdę wymieniasz się numerem telefonu z tą drugą osobą, zazwyczaj przechodzicie na jakiegoś Whatsappa, Messengera, coś takiego, to jest trochę trudniejsze do przeanalizowania, no bo tak naprawdę nie wiemy, co tam się wydarzyło. Oczywiście, staramy się tworzyć jakieś rozwiązania, które będą edukować naszych użytkowników, że rozmowa powinna być jak najbardziej z szacunkiem. Pewnych treści nie powinno się w ogóle tak naprawdę, różnymi treściami, nie powinno się wymieniać i jesteśmy w stanie wyłapać te rzeczy, jeśli coś złego się tam dzieje, ale tak naprawdę do końca nie wiemy, co się tam wydarzyło, czy te osoby się spotkały, czy po prostu był tam jakiś ghosting, nie wiemy tego.

Droga od Google'a do Tindera

Paulina:
Strasznie jest ciekawe to, co mówisz, jak się zatapiam gdzieś tam wewnątrz tej aplikacji, ale chciałabym jeszcze wrócić do wcześniejszych lat i zapytać Cię, jaką rolę pełniłaś wcześniej, bo studiowałeś ekonomię, więc też jestem ciekawa, jak to się stało, że zaczęła się zajmować produktem i jaką drogę przeszłaś?

Ania:
Ojejku, ta moja droga to jest tak naprawdę dość nietypowa i czasami nawet sobie myślę, czasami miałam nawet kompleksy z tego powodu, że nie jestem tak do końca wyspecjalizowana w danym kierunku, bo tak naprawdę robiłam trochę tego, trochę tamtego, studiowałam to, a potem pracowałam gdzieś indziej, w zupełnie czymś innym, a potem jeszcze zmieniłam. Jestem takim typowym generalistą. Studiowałam ekonomię i później wiele rzeczy działo się trochę z przypadku, trochę z takiego chwytania szansy, albo po prostu z takiej ciekawości. A teraz to porobię to, a może teraz to właściwie to mnie ciekawi, to może teraz jednak spróbuję tego.

I tak po studiach zaczęłam pracować w produkcji, więc tak naprawdę byłam trenowana jako taki menadżer produkcji na fabryce, co jest dość ciekawe, pamiętam, że nawet robiłam nocne zmiany, które bardzo dużo mnie nauczyły, bo tak naprawdę człowiek się uczy takiej współpracy z ludźmi, rozumie ich problemy i takiej empatii. Później zaczęłam pracować w działce FMCG, dokładniej w Procter&Gamble, gdzie też zajmowałam się takim typowym operations, planowałam logistykę, później zaczęłam być Project Managerem i dopiero tak właśnie po kilku latach pracy stwierdziłam, że jednak fajnie by było wejść w tą działkę tech, ale ja nie miałam do końca doświadczenia, żeby w nią wejść. Tak naprawdę nie skończyłam informatyki, nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Tylko, że te firmy techowe, one też potrzebują ludzi, którzy przychodzą z takich właśnie, takich well-established business, gdzie są procesy, gdzie wszystko się odbywa, tak naprawdę wszystko jest zaplanowane. Te techowe firmy wywodzą się z takich startupów niezorganizowanych, bardzo chaotycznych i w pewnym momencie rośnie liczba pracowników i wtedy jest problem, bo, o, nie mamy procesów, mamy tak naprawdę problem z tym takim codziennym chaosem i właśnie do Googla dołączyłam też na taką rolę operacyjną, na początku, gdzie, gdzie współpracowałam z firmami zewnętrznymi, które pomagały nam właśnie w Trust&Safety. Później to już tak jakoś się potoczyło, już jak byłam wewnątrz Google to już zaczęłam pracować coraz bliżej inżynierów, później zaczęłam pracować coraz bliżej UX, coraz bliżej produktu. I tak krok po kroku właśnie z tego Operations, później z Project Managementu, przeszłam na typowy Product Management, a później odezwał się Tinder.

Aga:
No właśnie, właśnie, odezwał się Tinder. No i jesteśmy mega ciekawe, jak wyglądała rekrutacja w Tinderze? Odezwał się Tinder, czyli możemy się domyślić, że to oni walczyli tutaj o Twoje zainteresowanie, ale jak właśnie wyglądał ten proces? Co było dla ciebie trudne? Co było ciekawe? Jak to wszystko się potoczyło? Jakbyś mogła nam opowiedzieć trochę więcej?

Rekrutacja i onboarding

Ania:
To był bardzo, bardzo przyjemny proces rekrutacyjny. Muszę przyznać, ze byłam przyzwyczajona do takich procesów, gdzie tak naprawdę jestem maglowana przez 8 rozmów każda i odpowiadam na 10 pytań w ciągu jednej rozmowy, tworząc różne scenariusze. Tutaj to jest taki proces, który sprawia, że masz motylki w brzuchu, bo to była rozmowa, to było bardzo dużo rozmów, ale to była rozmowa na temat strategii, na temat przyszłości. Nie było to takie typowe maglowanie, które znamy z wcześniejszych procesów rekrutacyjnych.

Paulina:
A mogłabyś właśnie powiedzieć, jak ten proces wyglądał? Jakie były etapy?

Ania:
Na początku etapy były dość standardowe, jak w innych firmach techowych. Na początku jest to rozmowa telefoniczna, tak zwana, z rekruterem. Później jest rozmowa z managerem zatrudniającym, fragment z osobą, która będzie Twoim menadżerem, ale w moim przypadku, osobą, która mnie zatrudniała jest nasze obecna CEO, bo w międzyczasie została promowana Renate Nyborg, która miała być moim managerem, ale taki, jak to się mówi, bitter sweet news - została CEO. I też później miałam panel, gdzie musiałam przygotować takie case study: "Co bym zrobiła z danym problemem?" Na tym panelu, oczywiście, byli inni dyrektorzy Product Managementu, analitycy, UX i miałam też kilka rozmów z osobami z różnych działów, tak naprawdę, z marketingu, z produktu, z inżynierii. Po 7, 8 rozmowach dostałam propozycję.

Aga:
A czy pytałaś się dlaczego akurat Twoja kandydatura, Twój profil, Twoja sylwetka zainteresowała Tindera? Dlaczego się do Ciebie odezwali?

Ania:
Tak, tak, tak. Oczywiście, zadałam to pytanie, bo troszeczkę się zdziwiłam, bo nie miałam jeszcze, aż tak dużo, stricte, Project Managementowego doświadczenia. Tak naprawdę miałam tego doświadczenia ze trzy lata i to była dość seniorska rola, którą rekrutował Tinder, więc byłam zdziwiona, że akurat ja, gdzie odzywał się oczywiście mój imposter syndrome, w międzyczasie. Ale potem zrozumiałam, że tak naprawdę Tinder poszukiwał osoby, która będzie miała takie dość szerokie doświadczenie właśnie, nie stricte produktowe, stricte produktowe oczywiście też, ale doświadczenie przede wszystkim zarządzania ludźmi, z tworzenia strategii. I tak naprawdę te wszystkie moje poprzednie doświadczenia, one osobno nie są aż tak dużo warte jak się spojrzy tak o Operations Manager, albo tak naprawdę Project Manager, to to osobno nie jest tyle warte, ale jak się to złoży do kupy to właśnie to, czego oni potrzebowali. Dlatego też, że zaczynałam pracę jako pierwszy Product Manager w Europie. Więc potrzebowali kogoś, kto będzie w stanie stworzyć team, kto będzie w stanie stworzyć, tak naprawdę, powiększyć to biuro tutaj.

Paulina:
No właśnie, a później jak wyglądał ten proces onboardingu, jakbyś mogła powiedzieć, jak już się dostałaś?

Ania:
Bo tutaj znowu ja jestem przyzwyczajona do takiego, naprawdę, bardzo formalnego onboardingu z Googla, gdzie sama przez niego przechodziłam, później też onboardowałam innych. Natomiast w Tinderze przyznam, że to był taki taki skok na głęboką wodę, głęboką i zimną. Tinder to jest duży brand. I bardzo znana aplikacja. Ale wyobraźcie sobie, że w Tinderze pracuje, tylko w tym roku, dopiero mamy 700 osób, ale tak naprawdę jeszcze rok temu było 500 osób. To nie jest duża, to nie jest, tak naprawdę, dużo osób. Wydawałoby się, że pod takim imieniem kryje się trochę więcej ludzi. Więc jest troszkę startupowo jednocześnie. I ten proces onboardingu był też startupowy, może taki nie do końca jest taki dobry balans, była taka część formalna, gdzie oczywiście jest lista ludzi, których musisz poznać, jest lista  aplikacji czy różnych rozwiązań technicznych, w które musisz się zagłębić. Ale powiedziałabym, że jest startupowo.

Paulina:
A wspomniałaś też o tym, że Twoją rolą jest budowanie zespołu tutaj w Europie i mieszkasz w Zurichu, ale pracujesz zdalnie dla Tindera, prawda? Czy jest, bo z tego co widziałam, jest w Europie kilka biur i właśnie pytanie jak ta praca jest zorganizowana? To znaczy, czy ty w ogóle rozważałaś przeprowadzkę do Stanów, czy do miejsca, gdzie jest biuro w Tinderze? Czy w ogóle nie było takiej potrzeby?

Ania:
Nie było takiej potrzeby. Nie rozważałam też i nie rozważam raczej przeprowadzki do Stanów. Zazwyczaj odkładałam to przez ostatnie kilka lat, czy odpowiadałam na to pytanie, że nie, nie przeprowadzam to samo było w Google'u, bardzo dobrze mi się żyje w Europie i bardzo dobrze mi się żyje w Szwajcarii i tak naprawdę w danym momencie chciałabym troszeczkę, jak się mówi tak, żeby oddać coś w tej naszej społeczności europejskiej, bo to nie jest fajne, że tak naprawdę wszystkie najfajniejsze rzeczy dzieją się w Stanach, prawda? Więc fajnie jest tak naprawdę budować to, to u nas. I jak się tak wszyscy zaczną przeprowadzać do tych Stanów, to kto tutaj zostanie, prawda? Trzeba po prostu, mam nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie odpowiadać na to pytanie: "nie, nie przeprowadzam się" i to zmusi też te wszystkie firmy do tworzenia miejsc pracy w Europie.

Paulina:
Czyli nie było takiej potrzeby, a jak ta praca jest zorganizowana? Bo tutaj przed tym, jak zaczęłyśmy nagrywać, mówiłaś, że masz sporo spotkań ze Stanami. I czy to jest tak, że musisz tak sobie dzień układać, żeby być wieczorem dostępna, czy też jakoś sporo masz kontaktu z biurami, osobami, które są w Europie? I właśnie jak te godziny pracy wyglądają i taka codzienna organizacja.

Ania:
U mnie to jest inna organizacja, która nie jest idealna przez to, że jednak dzieli nas, większość jednak pracowników Tindera jest w Los Angeles albo, w ogóle, w Kalifornii. I to jest jednak 9 godzin, to to jest akurat trochę ciężkie, bo jednak nie da się tego przeskoczyć i rzeczy, które dotyczą rynku europejskiego stricte, na którym pracuję, tutaj jestem w stanie odpisywać w takich typowych godzinach. Pracuję z rynkiem UK, z nordykami, czy też z rynkiem niemieckim. Natomiast rzeczy, które, tak naprawdę, dotyczą stricte platformy Tindera, to są w Stanach. Tutaj, niestety, są te późne popołudnia, troszkę też wieczory, ale jest bardzo duże zrozumienie też. I tak naprawdę nasza CEO jest w Europie i ona wyznacza też dobrą strukturę, taki dobry ten work life balance, tak naprawdę. Ludzie się tego uczą w Stanach, że jednak musimy znaleźć jakiś kompromis, jeśli chodzi o te wieczorne spotkania.

Budowanie zespołu

Aga:
To ja bym chciała teraz trochę wrócić do tego, o czym już wspomniałaś, czyli o tym, że byłaś jedną z pierwszych w ogóle, w Tinderze, jeśli chodzi o Product Director'orów i przyszło Ci też takie zadanie szukania ludzi do twojego zespołu, budowania właśnie tej struktury w Europie. Jakbyś mogła trochę więcej opowiedzieć o tym, co już przez ten czas, przez 5 miesięcy zdaje się, od kiedy jesteś w Tinderze, co udało Ci się zrobić w tym zakresie? Z kim współpracujesz, kogo szukasz? Jak wygląda ten zespół?

Ania:
Tak naprawdę, ten zespół cały czas tworzę, on nie jest jeszcze stworzony. Zespół Trust&Safety też tworzę, mam akurat teraz czterech Product Managerów, Product Managerki. I tam też cały czas zatrudniamy, bo to jest tak naprawdę bardzo ważna działka, która pomoże też nam w stworzeniu tego Product Market Fitu w Europie. Jeśli naprawimy Trust&Safety, to, tak naprawdę, ludzie na rynkach europejskich też zmienią percepcję, ta percepcja się zmienia, apropos poznawania ludzi online. Jeśli chodzi o tą drugą moją rolę, ten rynek europejski, to tutaj chciałabym tak naprawdę stworzyć taki tzw. pot. Istnieje pewnie też skład, czyli po prostu grupa ludzi, która ze sobą tak naprawdę pracuje codziennie, bardzo blisko i to będzie, tak naprawdę jest Product Manager, UX, to jest design, research i content, tak naprawdę, inżynierowie. Myślę, że damy radę bez analityków tutaj w Europie, ale jednak tak naprawdę musimy mieć taki skład, żeby ruszyć do przodu z takim Market Fitem.

Paulina:
No właśnie, mówisz o składzie. Chciałam zapytać, jak zorganizowane są zespoły w Tinderze. Mówiłaś o składach, czy są też jakieś tribe'y? Jak to u was jest podzielone?

Ania:
Tak z perspektywy produktu i oczywiście też UX, jesteśmy podzieleni na takie działki wewnątrz Tindera, to są takie wertykalne. Jest, oczywiście, team, który się zajmuje jakąś tam infrastrukturą czy design systemem i on jest taki bardziej horyzontalny i czy też np. rozwiązaniami, które ewentualnie mogą wykorzystywać inne brandy siostrzane Tindera. Bo nie wiem czy wiecie, ale Tinder należy do grupy Match.com i Match.com jest właścicielem wielu takich aplikacji datingowych, więc, tak naprawdę, rozwiązania, które tworzy Tinder mogą być później wykorzystywane przez inne aplikacje. Więc, to jest, taki team horyzontalny się tym zajmuje, ale mamy tu teamy wertykalne, no, oczywiście, mamy team, który jest odpowiedzialny za profil użytkownika, jak ten profil wygląda, co w tym profilu można umieścić i tak dalej i tak dalej. Jest team odpowiedzialny za rekomendacje, które są w tym stacku ludzi, których swipe'ujemy. Jest team odpowiedzialny za Trust&Safety, które też jest troszeczkę bardziej horyzontalny, bo my tak naprawdę dajemy feedback wszystkim innym, czy też np. jest team odpowiedzialny za monetyzację. Tinder to jest to jest, tak naprawdę, aplikacja freemium, gdzie mamy wersję za darmo, ale mam teraz też wersję płatną, która ma te dodatkowe feature'y. No, mniej więcej, tak to wygląda i oczywiście, wewnątrz tego każdego wertykalnego teamu są takie podteamy i to jest to, co mi się bardzo podoba, co nie zawsze widziałam w poprzednich pracach, że to jest naprawdę zawsze PM, UX, inżynierowie i analitycy, to jest zawsze taka grupa ludzi, którzy bardzo, bardzo blisko ze sobą współpracują, wręcz jak jeden team, mimo że tak naprawdę raportują do osobnych teamów, oczywiście inżynierowie do inżynierów, ale tego podziału tam nie widać, nie ma tych hierarchiczności tak naprawdę też, więc wydaje mi się, że to działa super.

Aga:
No właśnie, a ja jeszcze się chciałam zapytać o to, bo wspomniałaś już o tym budowaniu zespołu, ale co z twojej perspektywy jest ważne? Jakich ludzi Ty szukasz? Co jest taką iskierką, która sprawia, że Ty chcesz pracować z taką osobą?

Ania:
Doświadczenie jest ważne, ale to nie musi być kalka tego, czego ja szukam. Tak naprawdę powiedzmy, jeśli szukam Product Managerki/Managera, czy pomoże mi zbudować spersonalizowaną wersję Tindera na Europę? Ta osoba nie musi mieć doświadczenia w personalizacji innej aplikacji datingowej, czy innej aplikacji B2C, żebym wzięła ją pod uwagę, bo to tak naprawdę właśnie takie ogólne doświadczenie. Sama widzę po sobie, że jednak ta składowa tych różnych doświadczeń jest bardzo dużo warta. Nie jestem też przywiązana do tytułów, powiem szczerze, bo każda firma ma jakiś taki inny system levelingu, inny system przyznawania tytułów, więc jak ktoś mi powie, że jest w tej firmie Product Managerem, to może zupełnie co innego oznaczać niż to, czego ja szukam, tak naprawdę. Trzeba wejść głębiej w to, co dokładnie robi ta osoba, bo to być może, że ja będę rozmawiać z designerem. Ktoś, kto to na swoim LinkedIn'ie ma Product Designer, a ta osoba ma gigantyczną wiedzę o produkcie i o strategii i nie dość, że jest specjalistą w UXie, to jeszcze, to jeszcze potrafi się dobrze porozumieć z inżynierami Frontendu, to, na dodatek właśnie, ma super pomysły, jak ten produkt powinien wyglądać w przyszłości, więc to jest idealny Product Manager, nawet mimo, że nie nazywa się Product Manager. Chyba taka bardziej chęć do nauki, tego, żeby się uczyć. Naprawdę, to jest najważniejsze, bo gdzieś tak wszystko zmienia się w świecie techowym, że co chwila musimy wprowadzać jakieś nowe rozwiązania, co chwilę musimy się uczyć czegoś nowego. Niestety, ciągła chęć do nauki, to jest taka iskierka. Tak naprawdę, to ja nazywam często, że ego to najlepiej zostawić w domu, bo praca w teamie zawsze, w każdej firmie, nie wiem czy są takie role, gdzie można się naprawdę zamknąć i coś tam sobie dłubać samemu. Na pewno nie jest to Product Manager.

Paulina:
No właśnie, a wracając jeszcze do Twojej pracy, jak oceniana jest, w ogóle, Twoja praca i jak też Ty oceniasz pracę swoich Product Managerów? Jakich metryk używacie, na przykład?

Ania:
Metryk, masz na myśli metryk biznesowych?

Paulina:
Generalnie, jak właśnie mierzycie swoją własną pracę i jak ona jest oceniana?

Ania:
Na takim makro levelu, to oczywiście mamy przeróżne metryki, które sprawdzamy codziennie, co jakiś czas, oczywiście, dla każdego Product Managera ważne jest, tak zwane, feature adoption, czyli jak nowa funkcja w produkcie przyjęła się wśród użytkowników. No, bo jeśli się nie przyjęła, to jest problem. To może nie zrobiliśmy odpowiedniego researchu? A może jest to po prostu taki learning? Bo, tak naprawdę, my cały czas eksperymentujemy. Ciężko jest nazwać, że my robimy jakiś wielki launching. Cały czas robimy mnóstwo eksperymentów, też z perspektywy Trust&Safety, to mierzymy poczucie bezpieczeństwa przez różne ankiety. Ciężko jest zmierzyć te Trust&Safety tak naprawdę i tak najważniejsze jest, żebyśmy robili to, co ma sens dla użytkownika. A z takich ogólnych metryk to może, to oczywiście satysfakcja, gdyż mierzymy satysfakcję użytkownika, też przez różne ankiety, i, może z takich ciekawych, to jest taki wskaźnik... Hmm, jak go nazwać po polsku? Wskaźnik konwersji może? Sprawdzamy, czy jeśli ludzie ze sobą rozmawiają, czy to jest tylko taka krótka wymiana zdań, np. dwie linijki w tę i z powrotem, czy jest to coś więcej, czy może jest taki totalny ghosting? Bo im więcej tej wymiany zdań, tym tak naprawdę lepsza jakość tych rozmów. Tym, tak naprawdę, jest ta korelacja pewna między wymianą zdań, a satysfakcją użytkowników. Więc to z takich biznesowych metryk. A nie wiem czy jesteście, bo, oczywiście, biznesowe metryki nie do końca odpowiadają temu jak oceniamy ludzi. Wiadomo kiedy jako pojedyncza jednostka nie masz, aż tak dużego wpływu, na te metryki, więc oczywiście ludzie są też w inny sposób ocenieni.

Success stories z Tindera

Paulina:
A czy mierzycie też np. ile powstaje par, małżeństw, dzieci?

Ania:
Nie jesteśmy w stanie zmierzyć. Nie mamy niestety na ten temat żadnej informacji, bo te takie sedno rozmowy i sedno tego, co się dzieje, to one odbywa się poza Tinderem. Tinder tak naprawdę poznaje dwójkę ludzi, a co się dzieje później, to już jest trochę poza naszym zasięgiem i poza naszym wpływem.

Paulina:
Ale na pewno docierają do was jakieś historie. Choćby ja, na przykład, znam jedno małżeństwo, które poznało się na Tinderze. Na pewno gdzieś tam u Was w firmie się przewijają takie historie i pytanie, czy kultywujecie takie success stories, gdzieś tam dzielicie się tym w firmie, między sobą?

Ania:
I tak i nie, muszę powiedzieć, bo nie mamy aż tak dużo danych. Mamy tylko takie o, ktoś zna kogoś, prawda? Ale to są takie pojedyncze przykłady. Nie mamy, tak naprawdę, żadnych statystyk na ten temat. Ale też z drugiej strony, to nie jest do końca dla nas miarą sukcesu. Czy czy dwójka osób wzięła ślub i ma teraz dzieci i rodzinę? To nie jest do końca sukces, bo każdy użytkownik, bo sukces dla każdego użytkownika znaczy co innego. Dla jednej osoby to będzie poznanie kogoś nowego, bo przeprowadził się do nowego miasta i tak naprawdę poznaje przyjaciół. Dla innej osoby to będzie tzw. one night stand. Dla jeszcze innej osoby będzie to poznanie właśnie księcia z bajki, czy księżniczki z bajki. Więc tak naprawdę my nie chcemy podawać gotowych rozwiązań dla użytkowników, bo oni sami wiedzą, co jest dla nich najlepsze i sami wiedzą, czego szukają. My chcemy, tak naprawdę, być jak najbardziej inkluzywni, żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Tak samo, jeżeli chodzi o społeczność LGBTQ, to to samo. Tu miarą sukcesu nie jest to, że ktoś tak naprawdę wziął ślub, na przykład, albo że jest teraz parą na całe życie. Przede wszystkim, jest to ciężko zmierzyć, ale też nie chcemy mówić, co nasi użytkownicy mają robić.

Paulina:
Znam sporo osób, które korzystają z Tindera np. w czasie podróży. Teraz jest szczególnie popularne takie workation albo wyjechanie gdzieś, do jakiegoś cieplejszego kraju i praca, więc Tinder też jest super, żeby poznać ludzi w danym otoczeniu.

Ania:
I dokładnie, dokładnie, i, tak naprawdę, to też jest sukces, prawda? To jest bardzo duży sukces. Po prostu poznanie, poznanie kogoś nowego. Nawet mamy taką nową misję - sparking human connection, tak naprawdę, i starting the line of the human connection i to human connection to może być wszystko. I to Ty decydujesz o tym co to jest.

Inkluzywność i system pracy w Tinderze

Aga:
A ja na chwilę chciałam wrócić do tematu, który już częściowo poruszyłaś, czyli o tym, że chcecie, żeby Tinder był taką aplikacją inkluzywną, że bardzo to dbacie. Jestem ciekawa, czy w ogóle pracownicy Tindera przechodzą przez jakieś takie szkolenia związane z etyką, z inkluzywnością, tutaj też myślę, na przykład, bo często jest tak, że developerzy specjalizują się w jakimś tam obszarze, ale przy okazji doszkalają się z takich pojęć jak accessibility, czyli dostępność. Jestem ciekawa, czy macie też jakieś takie ogólne podejście w Tinderze do tego, żeby właśnie uświadamiać pracowników, czym jest to właśnie Safety&Trust, czym jest etyka w kontekście tej aplikacji.

Ania:
Tak, tak. Jak najbardziej mamy. Mamy szkolenia na ten temat, mamy szkolenia na temat szeroko pojętego inclusion. I to jest zawsze otwarty dialog w Tinderze. Jak ktoś ma jakieś obiekcje na temat nowego feature, zawsze bardzo, bardzo otwarty dialog. Ludzie nie boją się o tym rozmawiać i nie boją się tak naprawdę mówić do naszego teamu Executive, czy całego Leadershipu, że "hej, a może jednak nie, bo mi się wydaje, że jak wprowadzimy tą i tą zmianę w algorytmie to straci ta i ta grupa ludzi", albo "jak wprowadzimy ten i ten produkt, to może jest to zbyt delikatny produkt, że może właśnie nie do końca poradzimy sobie z raportowaniem tego", jest naprawdę otwarty dialog. Ostatnio z takim tematem, który Tinder ogłosił to już jakiś czas temu, że chcemy pracować nad weryfikacją ID, czyli dowodu osobistego czy też paszportu. To jest bardzo trudny temat i to nam zajmie tak naprawdę lata, bo każdy rynek ma inne wymagania i też tutaj się mierzymy z pewnym elementem etyki. A co jeśli nie masz tego dowodu osobistego, co w Stanach np. jest bardzo częste? Co jeśli jesteś z tej bardziej wymarginalizowanej grupy? Ludzie nie posiadają tam dowodów osobistych, więc to są naprawdę bardzo otwarte rozmowy zawsze.

Paulina:
A, generalnie, jak teraz myślicie o rozwoju Tindera? To znaczy, nie wiem, czy możesz zdradzić, ale może są takie rzeczy, które mogłabyś już nam powiedzieć? W którą stronę idziecie, czy nad jakimi elementami pracujecie oprócz tego, co już powiedziałaś? Jaki jest kierunek rozwoju?

Ania:
Kilka rzeczy mogę powiedzieć, które są też tak naprawdę dostępne na zewnątrz Tindera, więc skupiamy się na generacji Z, bardzo. To są obecni studenci, studenci nawet przed studiami, osoby trochę młodsze od nas. I personalizacja, o której wspomniałam wcześniej, to też będzie przyszłość, bo jednak nie ma takiej możliwości, żebyśmy zbudowali rozwiązanie, które będzie się wszystkim podobać, wszystkim rynkom czy kulturom. Autentyczność to też z perspektywy właśnie Trust&Safety i z perspektywy tej generacji Z, która bardzo stawia na autentyczność, na tą taką formę ekspresji w profilu. Oczywiście, jest w planach dalszy rozwój naszego modelu freemium i nie wiem, czy widziałyście ostatnio w Tinderze jest taka nowa opcja Explore, co wprowadziliśmy w styczniu, tak naprawdę. Gdzie tak naprawdę już są takie cegiełki, gdzie to jest dodatkowy filtr dla Ciebie, osoby szukające kogoś do poznania, która mówi, czy ktoś się interesuje tym, czy tamtym, możesz wejść w cegiełkę Adventure i masz tam samych ludzi, którzy po prostu szukają nowych adventure albo w cegiełkę podróżników, albo w cegiełkę właścicieli zwierząt, więc to jest też coś, co będziemy rozwijać. To bardzo fajnie nam działa, więc na pewno w najbliższych, najbliższych latach, będziemy stawiać na to właśnie Explore.

Aga:
Super, mega, mega ciekawe, więc będziemy bacznie obserwować, co się nowego dzieje w Tinderze, ale też bardzo jesteśmy ciekawe. Opowiadałaś już dużo o samej pracy w Tinderze, o tym, jak, jak to wszystko, jak działa ten model, z kim Ty współpracujesz, ale też właśnie ciekawi nas to, czy Tinder ma w sobie jakieś takie charakterystyczne praktyki dotyczące pracy? Przeczytałam, że macie "no meeting wednesdays" podobnie jak w Miro, o czym opowiadało nasz poprzedni gość Damian, więc jakbyś mogła powiedzieć, czy są takie elementy, które, np. których nie miałaś w Google'u albo w Procter&Gamble, które Ci się szczególnie podobają?

Ania:
"No meeting wednesdays" zdecydowanie mi się podoba, aczkolwiek ja robię sobie bardziej "no meeting fridays". W związku z tym, że jestem w Europie, to sobie tak kumuluje te spotkania od poniedziałku do czwartku, a potem robię sobie "no meeting friday". Bardzo używamy Slacka. To jest coś, mi się wydaje, że my prawie w ogóle nie piszemy maili. Było zupełnie inaczej w poprzednich pracach, jednak e-mail to była główna forma komunikacji. Czat był taki trochę bardziej poboczny. Tu jest tylko Slack, właściwie, całe życie, całe życie toczy się na Slacku, co jest fajne. Podoba mi się to. W piątki mamy, oczywiście, jakieś takie socjalne wydarzenia, które, niestety, jak się nie jest w biurze, to one nie mają już takiej wartości. Jednak zdzwanianie się na jakiś tam social meeting w piątek wieczorem to nie jest to samo, co tzw. TGIF, który mieliśmy w Google, który też był w Tinderze jak wszyscy byli w biurze. A tak właśnie z takich nowych rzeczy to jest ta komunikacja przez Slack, gdzie dzieje się wszystko.

Aga:
Czy są jeszcze jakieś narzędzia, wspomniałaś o Slacku, z których Ty korzystasz, zaczęłaś korzystać pracując w Tinderze?

Ania:
Tak, jestem 5 lat, z czego wcześniej nie korzystałam jednak, bo Google ma swoje wewnętrzne rozwiązania na hang out'ach. Myślę, że fajnie jest zorganizowany confluence, jest znanym rozwiązaniem i tam gdzie są wszystkie specyfikacje. To mogłoby być poprawione, pewnie gdybyśmy tak w szaleńczym tempie nie gonili z nowymi featurami, to pewnie byłaby tam lepsza dokumentacja jak wszędzie, prawda? Używamy też Figmy, oczywiście, którą też znam już z poprzedniej pracy. I jeśli chodzi o jakieś analizy danych, to używamy Tableau głównie do tego. Tak, to chyba byłyby takie najważniejsze. Oczywiście, mamy dużo wewnętrznych rozwiązań tinderowych, ale też nic Wam to nie powie, więc z takich takich znanych to właśnie Slack, Figma i Tableau.

Paulina:
I wspomniałaś o tym, że zaskoczyło Cię, że nie używacie maili. I czy jest coś jeszcze, co Cię zaskoczyło, jak zaczęłaś pracować w Tinderze? Albo może coś, co było po prostu dla Ciebie nowe, co jakoś Ci się spodobało albo nie spodobało?

Ania:
Także rozmawiam ze swoją CEO na Slacku i wysyłamy sobie emotikonki w naszej rozmowie. To jest raczej ten luz, wskoczył mi ten luz. Jednak wiecie, między mną Sundarem w przeszłości było jednak wiele, wiele levelu i i tutaj to, że jednak nie ma tej hierarchii jako takiej i jest taka naprawdę bardzo otwarta i bardzo nieformalna, wszystko jest takie bardzo nieformalne. To mnie zaskoczyło, do tego musiałam się przyzwyczaić i się w to wdrożyć, że tak powiem.

O współpracownikach Ani i buddy system

Aga:
A ja mam jeszcze pytanie takie związane z tym, gdyby ktoś był zainteresowany dołączeniem do Tindera, to sprawdziłam ogłoszenia obecne, które są na stronie i widzę, że Tinder szuka osób właśnie w obszarze Product Managementu i w ogłoszeniach wspomniane jest to, że mile jest widziany właśnie taki background, czy wiedza, z zakresu uczenia maszynowego, machine learning, czy NLP, czyli natural language processing, a nawet computer vision. Jestem ciekawa, czy faktycznie jest tak, że osoby, z którymi współpracujesz, Product Managerowie, czy Managerki, Product Directorzy, faktycznie mają taką głęboką wiedzę, zrozumienie rynku technicznego, takich technologicznych, różnych ciekawostek i nowinek.

Ania:
Tak, raczej tak. Może niekoniecznie mają wykształcenie techniczne, ale mają duże zrozumienie. Duże zrozumienie z poprzednich ról lub też, po prostu, zainteresowanie ciekawostkami, co się dzieje, gdzie jest następny krok, a może też powinniśmy inwestować w Metaverse? To jest takie, że ciągle o tym rozmawiamy, widać, że wszyscy się tym interesują, ale nie jest to coś, co jest taką konieczną rzeczą przy aplikowaniu do Tindera. Mi się wydaje, że ważne jest to, żeby się interesować niż to, żeby mieć na ten temat jakąś super głęboką wiedzę.

Paulina:
A wracając troszeczkę do tego onboardingu, to z tego, co wiem jest w Tinderze buddy system i pytanie, jak on działa i czy też Ty miałaś swojego buddiego i jak Ci się to podobało? Jak to działało?

Ania:
I tak, miałam swojego buddiego i zazwyczaj tak, każdy ma swojego buddiego, co też znam z poprzednich firm. Jednak zawsze to fajnie działa, bo to jest taka osoba, z którą możesz porozmawiać o wszystkim. Jednak takie swoje bóle onboardingowe, podzielić się swoimi bólami onboardingowymi. To jest zazwyczaj osoba, która też jest trochę czasu w firmie, która jest w stanie powiedzieć Ci "o, z tym problemem to idź do tej osoby, z tym problemem to idź do tej osoby", która da troszeczkę takiego, w nieformalny sposób opowie Ci o przeszłości, o historii jakiegoś projektu, o tym dlaczego wyszło tak, a nie inaczej. Myślę, że to jest bardzo, bardzo potrzebne.

Imposter syndrome i career portfolio

Aga:
Dużo rozmawiałyśmy o Tinderze, o tym, jak Ci się tam Aniu pracuje, co tam robisz, jak Tinder się rozwija. Ale jest jeszcze jeden wątek, który właściwie Ty zasiałaś w mojej głowie. Kiedyś rozmawiałyśmy o tym, że bycie generalist(k)ą nie jest takie złe. Podesłałaś mi też bardzo fajny artykuł z Bussines Harvard Review, czyli o career portfolio. Jakbyś mogła opowiedzieć trochę o tym, odnieść się do tego tematu właśnie w tej obecnej sytuacji, w której jesteś, czyli pracowałaś w Google'u, teraz pracujesz w Tinderze, są to bardzo duże marki, rozpoznawalne. I mówiłaś też, że czułaś trochę, miałaś taki syndrom oszusta, jak, jak się Tinder do Ciebie odezwał i chciał Cię zatrudnić na te bardziej, powiedzmy, seniorską pozycję? Jak Ty to widzisz? Czy w rozmowach ze swoimi współpracownikami, czy w jakiś może społecznościach, których jesteś częścią? Czy faktycznie takie podejście jak career portfolio jest czymś, o czym się będzie teraz mówić częściej i też na co będą zwracać uwagę pracodawcy.

Ania:
Hmm, mam nadzieję, że będzie się mówić o tym częściej, bo wydaje mi się, że to jest jakąś wartością i też taka ta nasza przyszłość jest tak niepewna, że tak naprawdę do końca nie wiemy, jakie umiejętności będą potrzebne. Bo gdybyśmy wiedzieli, że och, to będzie top umiejętności za 3 lata, to i po prostu ta i tylko ta umiejętność. To by było dużo łatwiejsze. Tak naprawdę wszystko się tak dynamicznie zmienia, że nie jesteśmy w stanie do końca stwierdzić, czego będziemy potrzebować za te kilka lat, ale i my się zmieniamy i my się też pewnymi rzeczami nudzimy, chcemy się uczyć nowych rzeczy. Tak naprawdę wydaje mi się, że jednak ja też zmieniam ten pogląd z czasem, że jednak bycie tym generalist(k)ą ma swoje plusy, że popracowanie troszkę w tej działce, a troszkę w tej działce, a potem jeszcze w innej? To się nawzajem uzupełnia, bo my jednocześnie to nam daje bardzo dużo empatii i po tym, jak pracujemy z innymi ludźmi, to jesteśmy w stanie ich zrozumieć. Ja jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś, kto pracuje w Operations ma takie, a nie inne problemy i my się świetnie dogadujemy, jestem w stanie świetnie się dogadać z naszym Project Managerem.

Nie do końca natomiast rozumiem, jak działa sprzedaż i chyba po prostu powinnam kiedyś popracować w sprzedaży, żeby jednak dowiedzieć się, jakie są tam problemy i jak ci ludzie pracują. Zauważyłam u siebie taki trend, że naprawdę świetnie dogaduje się z UXem, bo przez pewien czas byłam Program Managerem w stricte UXie. Te rzeczy, tak naprawdę, bardzo procentują w przyszłości, z perspektywy czasu. To się, tak naprawdę, wszystko uzupełnia i myślę o mojej całej karierze i ja robiłam też bardzo dużo takich niewertykalnych, a horyzontalnych przejść.

Jest takie pojęcie career ladder, czyli taka drabina, że po prostu zaczynasz jako Intern w marketingu, a potem jesteś Junior Marketing Manager, a potem jesteś na koniec dyrektor marketingu i wydaje mi się, że to jak wygląda teraz ten świat, w szczególności w świecie tech, w IT też. Tam są bardzo nowe role i praktycznie co kilka lat pojawia się jakaś nowa rola, jakiś nowy tytuł i ten nowy tytuł jest jakimś takim miksem kilku różnych tytułów z przeszłości, różnych specjalizacji z przeszłości. Więc te przejścia horyzontalne pomagają nam w tym, że nie zawsze musimy mierzyć to, że po prostu każda nowa praca to będzie ten, ten po prostu level wyżej. Tak naprawdę, czasami lepiej jest pójść krok do tyłu, co często jednak jak zmieniamy działkę, jest potrzebne, albo, po prostu, przejście horyzontalne, bo np. mamy doświadczenie w Project Managemencie, ale nie mamy doświadczenia w UX i robimy horyzontalne przejście. I tu się wydaje, że z perspektywy czasu takiej drogi długoterminowej, to jest lepsze wyjście i trochę poczytać takich historii, biografii osób, które teraz są CEO jakiś świetnych firm czy mają jakieś swoje ciekawe startupy, to zazwyczaj te osoby jednak miały taką troszkę zawiłą ścieżkę, co też i wcześniej wspominałam, ja przez długi czas miałam kompleks, że przecież ja nie jestem wyspecjalizowana w niczym, więc teraz dopiero zaczynam to rozumieć, że to ma swoje plusy.

Paulina:
Super! W ogóle cieszę się, że o tym mówisz, bo jest mi to strasznie bliskie, bo faktycznie też mam coś takiego, że czuję, że nie jestem tak super wyspecjalizowana w czymś, a interesuje mnie bardzo dużo rzeczy. Zresztą Aga, Ty masz tak samo, więc fajnie, że o tym mówisz i że tak to widzisz. To jest bardzo fajna myśl. Będziemy zmierzać już powoli do końca i chciałabym Cię zapytać o Zurich. Jak Ci się w ogóle tam mieszka z perspektywy ekspatki i jak tam trafiłaś?

Ania:
Czy mogę wrócić do poprzedniego pytania? Bo ja wiem, że ja wiem, że dziewczyny jesteście właśnie takim typowym przykładem tego career portfolio i to jest super. To jest naprawdę super, bo wcześniej rozmawiałam z Agą, że to jest tak, że już nawet career portfolio, powiedziałabym, że to jest coś poza tymi naszymi, takimi nine-to-five jobs, że jak sobie pomyślę o sobie, to ja nie przedstawiam się jako "o, jestem Ania, pracuję w produkcie" do nowo poznanych osób., tylko "jestem Ania. Jestem Product Managerką, ekspertem outsourcingu, alpinistką, podróżniczką, ekspertem gen Z, mentorką" i to są też takie rzeczy, które składają do kupy. Rzeczy, które może niekoniecznie przynoszą jakieś bezpośrednie profit, pieniądze, ale tak naprawdę to jest nasza identity, to nie musi być jedna rzecz.

Paulina:
Tak, tak właśnie też mam problem z określeniem co ja robię jak mnie ktoś pyta, bo cały czas się to zmienia. Szczególnie to się zmieniło jak wybuchła pandemia, więc siłą rzeczy trzeba było zmienić sporo rzeczy i już później też cały czas próbujemy czegoś nowego, więc to jest bardzo fajne to, co mówisz, a też zresztą jakiś czas temu w newsletterze Pucka, było coś takiego o takiej poligamii w pracy i to też jakoś bardzo ze mną zarezonowało. Bo jakby to, że pracujesz na jakim stanowisku, to nie znaczy, że jesteś tylko tym, prawda? Możesz robić jeszcze 10 różnych rzeczy dookoła i to też wnosi dużą wartość do Twojej pracy i w samej pracy możesz po prostu robić różne rzeczy.

Ania:
I nawet powiedziałabym, że w życiu osobistym, bo, tak naprawdę, jak postawimy wszystko na jedną kartę, coś pójdzie nie tak, no to jest źle. Ludzie mają, mają często różne problemy psychiczne, później z tym związane. Jak jednak mamy, te takie portfolio zainteresowań i nagle się okazuje, że nasza firma zaczyna zwalniać, to jest dalej ok, dalej masz co robić dalej, masz mnóstwo zainteresowań, dalej jesteś tą ciekawą osobą i Twoje życie toczy się dalej, więc to też tak powiedziałbym, że z perspektywy takiego zdrowia psychicznego chyba jest ważne.

Paulina:
To prawda. No i też ciężej, w cudzysłowie, się wypalić, tak mi się wydaje, bo cały czas robisz coś nowego, jakaś przygoda czeka za każdym rogiem.

Ania:
Dokładnie, dokładnie.

Aga:
Super, że poruszyłyśmy ten temat, bo właśnie też opisywałam ten cały wątek career portfolio i o tym, że trudno jest mi znaleźć sobie taką jedną tożsamość, że jakby ja się czuję dobrze w różnych rolach i nie mam potrzeby definiowania siebie poprzez jedno hasło typu Product Designer, UX Designer, Coding Designer, cokolwiek. I bardzo dużo dostałam odpowiedzi na ten newsletter, więc jest dużo osób, które czują tak, jak my i to też jest takie budujące, bo jak zaczniemy też o tym rozmawiać i tak trochę szerzyć świadomość, że jest coś innego niż tylko ta drabinka, właśnie to career ladder, ta hierarchia, to myślę, że też pracodawcy będą bardziej otwarci na rekrutowanie właśnie takich osób, które gdzieś tam, a nie powiedziałaś o tym wertykalnym skakaniu i że to nie będzie źle widziane, tylko bardziej wręcz przeciwnie doceniane, że każdy chce się rozwijać i szukać zainteresowań w różnych obszarach, co finalnie sprawi, że np. produkt będzie lepszy, bo bo właśnie ta empatia, bo jest takie dociekanie, łączenie kropek, więc bardzo się cieszę, że ten wątek też został poruszony.

O życiu w Zurichu i nartach przed pracą

Paulina:
Więc wrócę do pytania o Zurich. Aniu, jakbyś mogła powiedzieć, jak w ogóle trafiłaś do Zurichu i jak Ci się tam mieszka z perspektywy ekspatki?

Ania:
Do Szwajcarii trafiłam przez przypadek. Wspomniałam na początku, że czasami mam takie swoje zangielszczenia, że jeśli chodzi o mój język biznesowy, bo pracowałam w Polsce przez pół roku tylko, od razu po studiach i później moja firma zaproponowała mi rolę w Genewie, w Szwajcarii. Byłam tzw. ekspatem na bardzo fajnym kontrakcie i później był taki motyw, że moja firma chciała, żebym już wracała do Polski i żebym zrobiła taki knowledge transfer z mojej headquarter. Jednak trochę moje życie prywatne się inaczej potoczyło, tutaj poznałam też mojego obecnego męża. Później też nie chciałam jeszcze wracać do Polski, bo stwierdziłam, że jak wrócę to już się tak zadomowię i tak już zostanę. Tak stwierdziłam, to może jeszcze spróbuję w jakiejś innej pracy poszukać. I tak się trafił ten Google. A jeszcze przed Google'em miałam chwilową przygodę w Zurichu z firmą farmaceutyczną, ale nie do końca jednak tam to wszystko działało, bo jednak farmacja to jest troszkę inny biznes. Rzeczy dzieją się wolniej przede wszystkim i jest tych procesów wręcz bardzo dużo, co jest oczywiście potrzebne po prostu nie do końca był taki tzw. fit dla mnie, więc stwierdziłam ok, to spróbuję poza Szwajcarią. No i zaczęłam w Google w Dublinie. Byłam tam przez dwa lata później razem z moim chłopakiem, który był w Paryżu, teraz już mężem, zdecydowaliśmy ok, oboje chcemy jednak do tej Szwajcarii wrócić, bo kochamy to miejsce, kochamy góry, mamy tu przyjaciół, świetnie się tu odnajdywaliśmy i to wszystko świetnie zagrało. Daliśmy sobie nawet taki termin, do kiedy po prostu chcemy przeprowadzić do jednego miejsca. Byłam wtedy w Berlinie, on był Paryżu i stwierdziliśmy ok, stawiamy Zurich. On jest inżynierem, więc aplikował do Google'a, dostał tę pracę, a ja przeniosłam się wewnętrznie i tak do tego Zurichu trafiliśmy, jesteśmy tu już od trzech i pół roku bodajże. Zurich jest świetny, mam widok na jezioro z mojego okna, a jak się wychylę przez balkon to widzę góry, ale muszę się bardzo mocno wychylić. Jest, jest to naprawdę fajne miejsce do mieszkania. Jest bardzo blisko natury, a jednocześnie to miasto nie przytłacza, to nie jest duże miasto, jest miastem wielkości, no mniejsze niż Poznań w Polsce. Powiedziałabym mniejsze, zdecydowanie mniejsze.

Aga:
Super! Ja też słyszałam, że Aniu, zdarza Ci się wychodzić na narty w tygodniu. To nie jest taki wyjazd tak jak u nas zazwyczaj, że trzeba planować, pakować się, wyjazd w ogóle Zakopane i tak dalej Białka Tatrzańska. Tylko możesz po prostu rano podjąć decyzję, że dzisiaj idę na narty, a potem będę pracować.

Ania:
Dokładnie, aż mi się wstyd przyznać trochę, ale tak naprawdę robię czasami, bo jak mam te wieczorne spotkania i czasem mogę sobie tak dzień zorganizować, że zaczynam po lunchu, a kończę o dziewiątej wieczorem wtedy, powiedzmy, to lecę sobie na narty na przykład, czy to na biegówki. Ja z mężem akurat chodzimy na ski toury, raczej raczej od kilku lat zrezygnowałam z chodzenia do ośrodków, jak poznałam te ski toury właśnie to, że może być totalnie w naturze, zmęczyć się i mieć też fajny zjazd po świeżym puszku. Więc tak, zdecydowanie to robię, ostatnio w ostatni czwartek podjęłam taką decyzję, że idę na narty przed pracą. Zdarza mi się  to ostatnio chyba tak raz na dwa tygodnie.

Paulina:
Jeju, zazdroszczę, rozmarzyłam się, Ania.

Ania:
Wiecie, ale to jest tego koszt, bo później trzeba jednak swoje wysiedzieć wieczorem.

Plany na przyszłość

Paulina:
Aniu, mega Ci dziękujemy za Twoje wszystkie ciekawe historie, opowieści i spostrzeżenia, ale jest takie jeszcze jedno pytanie, które chcemy Ci zadać na koniec. Jakie są Twoje plany na najbliższy czas? Na rozwoju jakich umiejętności chciałabyś się skupić?

Ania:
Trudne pytanie, trudne pytanie, bo czas jest ograniczony i to jest zawsze taka walka wewnętrzna, czy powinnam się uczyć niemieckiego, czy może jednak zapisać się na jakiś kurs związany z pracą? A czy może jednak powinnam się zdecydować na doradzanie temu startupowi? To jest zawsze taka walka wewnętrzna. I ostatnio zaczynam doradzanie startupom i myślę, że chciałabym pójść w tą stronę, bardzo. Przecież coś tam mam do zaoferowania, ale dla mnie samej będzie to niezły challenge. I ten niemiecki też, to tak bardziej prywatnie, jednak mieszkam w części Szwajcarii niemieckiej, więc nie powinnam się go nauczyć, no powinnam po prostu. Jeśli chodzi o rzeczy stricte do pracy to chciałam się zgłębić bardziej w taką  analizę danych. Widzę w mojej obecnej pracy, że jest ich dużo więcej, niż w moich poprzednich, może dlatego, że, tak naprawdę, pracujemy bardziej na rynku B2C. Wcześniej, w mojej poprzedniej pracy, byłam B2B, więc tych danych było dużo mniej, tych danych użytkowników. Troszeczkę chciałabym się w to zgłębić, ale takie plany, tylko czasu brak.

Paulina:
Bardzo mnie zaintrygowało to doradzanie startupom. Jakbyś mogła rozwinąć to jak to się stało, że zaczęłaś doradzać? Czy ktoś może znajomy się do Ciebie zgłosił, znajomy znajomych czy jakoś inną drogą się to stało i też, w jakim obszarze doradzasz? Bo masz bardzo szerokie doświadczenie, więc w czym tak naprawdę chciałabyś najbardziej doradzać?

Ania:
To tak troszeczkę przez znajomych znajomych, którzy też podobne rzeczy robią i mamy podobne doświadczenie. Osoby, które wcześniej też pracowały razem ze mną w Google'u, teraz właśnie mają jakieś takie swoje małe biznesy konsultingowe, gdzie doradzają startupom. To właśnie oni mnie ciągną w tę stronę. W obszarze Product Managementu, tworzenia tego produktu, tego Product Market Fitu. I tylko, że muszę powiedzieć, że ja dopiero zaczynam i to jest tak naprawdę to jest to jest świeża rzecz, ale bardzo chciałabym doradzać zdecydowanie startupom też w Polsce, bo to jest gigantyczny rynek, tam się naprawdę dużo dzieje.

Paulina:
Super. Brzmi to naprawdę super ciekawie. Brzmi jak fajna przygoda, więc życzę Ci powodzenia i jak najfajniejszych startupów do doradzania i mam nadzieję, że też znajdą się z Polski.

Aga:
Viel glück.

Paulina:
I bardzo Ci dziękujemy, Aniu, za super rozmowę i za bardzo fajne insighty z Tindera. Super, to było ciekawe dowiedzieć się, jak to działa. Bardzo Ci dziękujemy! Trzymamy kciuki i mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś na żywo.

Ania:
Super! Ślicznie dziękuję! Też trzymam za Was kciuki, Trzymam za Was kciuki i Was followuje i naprawdę myślę, że będzie to będzie największa UX Community znana też poza Polską.

Paulina:
Dzięki wielkie.

Aga:
Super, dzięki.

Dołącz do newslettera i otrzymaj ćwiczeniownik UX

Co 2 tygodnie wyślemy Ci newsletter napakowany wiedzą z projektowania pod digital.

W prezencie wyślemy Ci ćwiczeniownik z planem na rozwój w UX. W środku czekają na Ciebie zestawy ćwiczeń i rady prosto osób z czołówki branży.

.